Staś i szafy

Pewnego razu Stasiu nad ranem 

Podszedł do szafy wyjąć ubranie. 

Kiedy to zrobił, zmarszczył swe brwi, 

Bo nie mógł zamknąć od szafy drzwi.

Pchał je więc mocno, zapierał ciałem, 

Lecz one ciągle opór stawiały.

– Co ja mam zrobić? – powiedział Stach.

– Szafa jest pełna i pęka w szwach.

Stoją w niej skrzynki, pudła i narty, 

Obraz bez ramy grosza nie warty. 

Za nim ubrania w workach na zimę, 

Sanki schowane, tylko na chwilę.

Jest też odkurzacz i śrubokręty, 

Drewniany posąg na wpół wygięty. 

Wszystko, co jeszcze może się przydać, 

Byle tych rzeczy nie było widać.

Chwilę Stach myślał, kiwając głową 

I poszedł kupić szafę dwudrzwiową. 

Tak się ucieszył z nowego mebla, 

Że z tej radości mało nie zemdlał.

Lecz jak to bywa, po jakimś czasie 

Miejsca zabrakło też w nowej szafie. 

Ruszył więc Staszek swą bystrą głową 

I kupił trzecią szafę dwudrzwiową.

Tym razem schował do niej walizkę, 

Dzbanek bez ucha, dziurawą miskę. 

Włożył też zegar, stary z kukułką, 

Która kukała mu ciągle w kółko.

Zmieścił w niej również rower bez ramy, 

Pękniętą rurę z cieknącym kranem. 

Weszły też grabie bez czterech zębów 

I karmnik z ptakiem ściągnięty z dębu.

Lecz jak to bywa, po jakimś czasie 

Szybko zapełnił półki w swej szafie. 

Miejsca na rzeczy znów było mało, 

A szaf w pokojach wciąż przybywało.

Kiedy zrobiło się ciasno w domu, 

Pozbył się szybko krzeseł i stołu. 

Wyrzucił nawet kredens, kanapę, 

By zrobić przestrzeń na nową szafę.

Niestety nie mógł się przez nie ruszać, 

Chcąc wejść do domu, brzuch wciągać musiał, 

Bo stały wszędzie, nawet w łazience, 

A on kupował ich coraz więcej.

Kiedy zobaczył, że to bez sensu, 

Nie miał już łóżka ani kredensu. 

Sypiał więc w pracy, choć miał mieszkanie, 

Lecz wejść do niego nie był już w stanie.

Wreszcie po czasie Staszek zrozumiał, 

To, że we wszystkim trzeba mieć umiar 

I że kupuje się tylko wtedy, 

Kiedy naprawdę ma się potrzeby.


				

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *